Jak nie zostać byłą weganką lub byłym weganinem?
W środowisku prozwierzęcym coraz więcej osób nie tylko zastanawia się, jak przejść na weganizm, ale też zadaje sobie pytanie, czy w ogóle warto, skoro można po prostu skupić się na pomocy psom i kotom. Z mojego doświadczenia, ponad dwudziestu lat życia w zgodzie z wegańskimi wartościami i obserwowania innych wegan i weganek, wynika, że równie ważne jest pytanie: jak nie zostać byłym weganinem lub byłą weganką?
Czy na przestrzeni tych dwóch dekad miałam wątpliwości co do obranej drogi? Nie, ale widziałam już niejeden odwrót od weganizmu, również u osób, dla których był on wcześniej istotną częścią życia. Dlatego uważam, że będąc weganinem lub weganką, warto zwracać uwagę na możliwość wegańskiego wypalenia i przeciwdziałać mu, tak by swoją postawę wegańską pogłębiać, zamiast od niej odchodzić i by na bieżąco reagować na ewentualne problemy.
Spis treści
Dobre nawyki na co dzień
Praktyka dnia codziennego jest równie ważna, co szczytne ideały, o których myślimy tylko od czasu do czasu. Warto ją opierać na nawykach, zamiast na sile woli. Wbrew pozorom, nawyki lepiej pomagają stosować się do zasad i wcielać w życie ideały. Jeśli np. lubię lody, regularnie dbam o zapas wegańskich lodów w zamrażalniku, zamiast udawać bohatera/kę i skończyć o 22:00 w Żabce z niewegańskim lodem w ręku.
Dobrze jest wyrobić sobie nawyk proaktywnego myślenia zamiast postawy roszczeniowej. Niech pierwszym pytaniem będzie: „Co mogę w tej sytuacji zrobić?”, zamiast „Dlaczego znowu nie ma X lub Y?” Jeśli wchodzę głodna do sklepu, rozglądam się, co mogę tu kupić wegańskiego do zjedzenia (zamiast narzekać: Dlaczego jeszcze nie wprowadzili tu wegańskich burgerów na gorąco?).
Trzeba być gotowym/ą na wysiłek i niewygodę i umieć spojrzeć na to z dystansu. Czasem trudniej jest kupić ładne/eleganckie nieskórzane buty. Nieraz trudno jest dostać smaczny wegański nabiał. W zwykłej lodziarni zawsze jest więcej smaków niewegańskich. To prawda.Fajnie by było, gdyby było inaczej, ale na razie tak nie jest. Jednak dziś jest znacznie łatwiej, niż było 10 czy 20 lat temu, a za jakiś czas prawdopodobnie będzie jeszcze łatwiej.
Tak czy owak, pewna doza wysiłku i niewygody to naprawdę nic strasznego. Znosimy je dla wielu innych celów osobistych. Dla zwierząt również warto!
Warto planować, organizować, przewidywać. Idąc na urodziny babci nie ma co liczyć na jej szczegółową wiedzę na temat roślinnego jedzenia. Warto wcześniej dopytać babcię, wyjaśnić lub wręcz zaproponować przyniesienie wegańskiego dania/ciasta.
Będąc z wizytą u cioci, nie ma co liczyć na jej uprzejmość i życzliwość, jeśli zawsze uracza nas złośliwymi uwagami na temat weganizmu. Zamiast pobożnych życzeń, warto przygotować sobie zawczasu wymówkę, by skrócić planowane spotkanie, lub odwołać je, jeśli nie jest konieczne.
Szykując się na wyjazd integracyjny z pracy, nie ma co czekać na zorganizowanie wegańskich rozrywek przez pracodawcę. Jeśli planowany jest wypad do stadniny koni (na których oczywiście nie chcemy jeździć), można zadeklarować np. pomoc w nakarmieniu zwierząt i zrobić to z wyprzedzeniem. Sensownych opcji będzie wtedy więcej, a my mamy poczucie sprawczości zamiast niedopasowania.
Dobrze jest również ćwiczyć asertywność. Nie ma co złościć się na babcię, że próbowała przemycić mięso w zupie. Nie trzeba jej jednak przepraszać za to, że nie zjemy sernika, z którego jest znana w całej rodzinie. W najprostszych (i prawdziwych) słowach warto podziękować za dobre chęci i niezwłocznie wyjaśnić, że nie zjemy zupy z wkładką ani sernika. Następnie przekazać co jemy, krótko wyjaśnić, dlaczego i tego się trzymać. Być gotowym na (wielokrotną) powtórkę (nie tylko z babcią).
Do serca wzięłam sobie psychologiczną naukę, że nawyki pozytywne (co będę robić) są lepsze niż siła woli (czego sobie na pewno odmówię!) Pomaga mi to w weganizmie i pomogło w zrzuceniu ponad 20 kg nadwagi. Łatwiej nauczyć się i komponować proste, smaczne, sycące i odpowiednie kalorycznie posiłki i ustalić, że np. jem 3 razy dziennie niż skupiać uwagę na tym, by: NIE zjeść tego, tamtego, czy owego.
Stosuję też tzw. pozytywny optymizm (o którym mowa nieco niżej, w części o motywacji), czyli czerpię przyjemność z samego procesu (nie tylko z wyniku). Mimo tego, że uwielbiałam smak produktów odzwierzęcych, to cieszy mnie dbanie o pyszność potraw roślinnych, szukanie alternatyw do lubianych smaków zwierzęcych (np. sól czarna imitująca smak i zapach jajka). Dbam o to, bo lubię jeść. Nie tęsknię za mięsem, nabiałem czy jajami.
Przekonania
Weganizm trzeba traktować jako postawę etyczną możliwą do uniwersalizowania:
każdy człowiek dysponujący podstawową empatią, inteligencją, zdolnością do podejmowania świadomych i niezależnych decyzji, może zostać weganinem/ka. Może uznać eksploatację zwierząt za coś złego i się temu sprzeciwić. Może zgodzić się, że jest konieczny pewien wysiłek związany z wprowadzaniem tego sprzeciwu w swoje życie. Równocześnie uniwersalna reguła etyczna nie może wymagać męczeństwa (ani ode mnie, ani od innych).
Definicja weganizmu stworzona przez angielskie The Vegan Society potwierdza, że chodzi o to, co jest możliwe i wykonalne. Uznajemy, że sprawa jest ważna, więc dokładamy starań, ale nie musimy za to oddawać zdrowia lub życia, np. możemy brać leki, mimo że są wciąż testowane na zwierzętach. Będąc w szpitalu, domu pomocy społecznej czy obozie dla uchodźców, realizujemy to, co jest możliwe i wykonalne w danym czasie.
Podstawowe zasady etyczne w relacjach międzyludzkich też należy traktować poważnie, ale równocześnie nie wymaga się heroizmu czy męczeństwa. Oczywiste jest, że zasady „nie kradnij” nie można złamać, jeśli ktoś po prostu ma ochotę na drogie buty, na które go nie stać. Złamanie tej zasady zostanie jednak usprawiedliwione, jeśli głodujący i nieposiadający pieniędzy człowiek ukradnie bochenek chleba, żeby nie zasłabnąć z głodu. Nie wymaga się od głodującego, by był męczennikiem, zasłabł i umarł, byle tylko nie złamać zasady. Równocześnie kradnącego dla wygody czy przyjemności się potępia.
Podobnie jest z weganizmem: jest on zasadą poważną, której nie łamiemy dla wygody i przyjemności, ale stosujemy się do niej w zakresie, w jakim jest to możliwe i wykonalne. Nie celujemy w bycie męczennikiem, ale też nie utożsamiamy wysiłku z męczeństwem.
Wszyscy mamy zinternalizowany gatunkowizm. Inaczej reagujemy na obcięte nogi kury, a inaczej na obcięte nogi psa. Inaczej na krowę jadącą do rzeźni, inaczej na konia jadącego do rzeźni. To część wychowania, w którego skład wchodziła częsta ekspozycja na ciała tylko wybranych gatunków zwierząt w sklepie i na talerzu.
Wybór weganizmu nie eliminuje w całości zinternalizowanego gatunkowizmu, podobnie jak wybór feminizmu często nie eliminuje do zera zinternalizowanych seksistowskich stereotypów czy autostereotypów, czyli tego, co mężczyźni myślą o kobietach i co kobiety myślą o sobie samych.
Ważne więc, by gatunkowizm w sobie obserwować i starać się go regularnie ograniczać i eliminować. A nie złościć się na jego objawy czy negować jego istnienie w nas samych.
Etyka jest w kontekście weganizmu najważniejsza. Po pierwsze, dlatego, że nie da się zostać weganinem/ką bez motywacji etycznej. Weganizm to przecież etyczny sprzeciw wobec wszelkiej eksploatacji zwierząt (np. w produkcji odzieży czy rozrywce), a nie tylko dieta. Po drugie, motywacja etyczna najlepiej rokuje co do trwałości wyboru, bo wybór etyczny jest częścią tożsamości. A w końcu chcemy, by ludzie zostawali weganami na całe życie, a nie na parę miesięcy czy lat. I po trzecie, bez motywacji etycznej weganizm z czasem przestaje być sprzeciwem wobec eksploatacji wobec zwierząt, a staje się bardziej przyzwyczajeniem do diety roślinnej. Postulat wegańskiego świata jako bardziej sprawiedliwego zostaje porzucony na rzecz mikro postulatu wegańskich opcji w stołówce pracowniczej.
Przekonania trzeba aktualizować, poszerzać i pogłębiać. Jeśli przejście na weganizm nastąpiło po obejrzeniu pojedynczego filmu, z którego zapamiętaliśmy parę chwytających za serce obrazów i zdań np. „Gdyby rzeźnie miały ściany ze szkła… ”, to warto oglądać kolejne filmy, czytać kolejne książki i artykuły, słuchać kolejnych aktywistów/ek i kolejnych historii.
Warto uzupełniać własną wiedzę np. na temat hodowli zwierząt, różnych form eksploatacji, analizować argumenty wysuwane przez zwolenników konsumpcji i eksploatacji zwierząt, doprecyzowywać kontrargumenty przeciwko eksploatacji i argumenty za weganizmem. Szukać form przekazu, które są przekonujące dla różnych ludzi. W ten sposób nasze przekonania są bardziej spójne, żywe i… nasze.
Warto utrwalać własne przekonania. Nietrudno mieć takie same przekonania na temat samych faktów: czyli tego, że zwierzęta są wykorzystywane, jest im zadawane cierpienie i są zabijane. Trudniej, w gatunkowistycznym społeczeństwie, utrzymać długoterminowe przekonanie, że eksploatacja zwierząt jest moralnie zła i że każdy jest indywidualnie moralnie zobowiązany do aktywnego sprzeciwu, czyli weganizmu.
W gatunkowistycznym społeczeństwie, w którym obojętność wobec tego zła jest na porządku dziennym, łatwo jest zdystansować się, zrelatywizować sprawę, rozmyć odpowiedzialność. To pułapka, w którą może wpaść każdy z nas. Żeby nie zostać osobą, która z weganina/ki przekształciła się w konsumenta/kę diety roślinnej, którego ktoś kiedyś przekona np. do zdrowotnych zalet wątroby z rekina, trzeba do kwestii etycznych wracać i aktualizować je w znaczący sposób, który do nas samych przemawia.
Na początku mojego weganizmu, byłam zafascynowana książkami amerykańskiego filozofa i prawnika Gary’ego Francione’a, szczególnie: „Rain Without Thunder” (o tzw. „new welfarism”) czy „Introduction to Animal Rights: Your Child or the Dog?”. Francione postuluje (słusznie i niezmiennie) weganizm jako moralne minimum. Z biegiem lat uznałam, że jego podejście (jak każde zresztą) ma swoje ograniczenia (np. Francione zbyt krytykuje podejścia, które nie są prawie identyczne z jego własnym). Dziś nadal szanuję jego wkład. Niemniej inspiracji do dalszego działania, rezonujących z moją obecną wiedzą i wrażliwością szukam gdzie indziej.
Nadal, podobnie jak Francione, uważam, że w aktywizmie należy promować weganizm jako moralne minimum, pakt o nieagresji ze zwierzętami pozaludzkimi. Ciekawią mnie jednak różne spojrzenia. Dlatego cały czas czytam nowe książki (ostatnio „Wędrówka tusz” Bartka Sabeli czy „Zwierzęta w okopach” Érica Barataya), oglądam filmy (np. „Io” w reżyserii Skolimowskiego), zwracam uwagę na wątki prozwierzęce w kulturze/literaturze (np. unikanie strzelania do bażantów podczas polowania przez bohatera powieści „Empuzjon” Olgi Tokarczuk).
Na początku mojego weganizmu przeczytałam też „Wyzwolenie zwierząt” Petera Singera. Zafascynowała mnie jego krytyka szowinizmu gatunkowego. Gdy po latach, przeczytałam tę książkę ponownie (czytałam też inne prace Singera) dotarło do mnie, że filozof ten nie jest i nigdy nie był proponentem weganizmu. W praktyce jego postawa jest welferystyczna (czyli mówi o dobrostanie eksploatowanych zwierząt). W „Wyzwoleniu zwierząt” sugerował tylko wegetarianizm.
Singer wielokrotnie potwierdzał, że o ile moralnie liczy się dla niego cierpienie zwierząt pozaludzkich, o tyle odbieranie im życia nie jest jego zdaniem czymś złym (pod warunkiem że nie zadaje się cierpienia). Zdałam sobie też sprawę, że jest to postawa wewnętrznie sprzeczna, bo nawet jeśli liczy się tylko cierpienie (a nie odbieranie życia), to świadomość nieodłączności cierpienia w hodowli i rzeźni powinna skłaniać Singera do postulowania weganizmu.
Aktualizując, pogłębiając i utrwalając poglądy, zmuszam się do indywidualnej refleksji, uzupełnienia i korekty. Mogę nadal kogoś doceniać za poszczególne kwestie, ale nie muszę trzymać się kurczowo całości tego, do czego byłam wcześniej przekonana. W ten sposób, moje przekonania są bardziej autentyczne, dojrzałe i… moje.
Motywacja
O motywację warto dbać wielotorowo. W przypadku weganizmu warto ją oprzeć na trzech filarach: po pierwsze, etyczny sprzeciw wobec eksploatacji zwierząt; po drugie, dbanie o środowisko; po trzecie, korzyści dla zdrowia.
Dobrze jest pilnować, by własne oczekiwania były realistyczne (wobec siebie, innych, wobec diety roślinnej). Warto mieć konstruktywny stosunek do własnych błędów (zamiast traktować każdy błąd jak porażkę, traktować go jako lekcję). Choć czasem trudne, trzeba pielęgnować życzliwy stosunek do niewegan (nie usprawiedliwiać, ale uznawać, że są zdolni do empatii i zmiany, a ich obojętność jest najczęściej produktem wychowania, nie psychopatii).
Co więcej,polecam angażować się w aktywny optymizm: oczekując pozytywnych wyników własnych działań, skupiamy się na procesie, planujemy i realizujemy kolejne działania i poszukujemy satysfakcji w samej aktywności. Wtedy dobry wynik staje się niejako produktem ubocznym tego, w co się angażujemy. Do pary z aktywnym optymizmem idzie defensywny pesymizm: identyfikujemy problemy po to, aby przygotować odpowiedni plan ich rozwiązania.
Dobrostan
Na dobrostan składa się dbanie o zdrowie fizyczne i psychiczne. W przypadku jedzenia warto pamiętać o wszystkich jego aspektach: żeby było nie tylko smaczne i sycące, ale też odżywcze. Co jakiś czas szukam nowych produktów, które będą satysfakcjonować moje kubki smakowe (to ważne). Czasem eksperymentuję też ze sposobem przygotowania produktów, które już znam. Dbam, żeby posiłki były sycące (dodanie pół puszki ciecierzycy do makaronu z sosem pomidorowym robi dużą różnicę). Na początku dowiedziałam się, jakie są podstawowe zasady odżywiania roślinnego i suplementacji (jest sporo darmowych materiałów, można też skonsultować się z dietetykiem, który specjalizuje się w dietach roślinnych). Od czasu do czasu wracam do tego, by odświeżyć lub poszerzyć moją wiedzę.
Dobrze się regularnie badać, bo dieta roślinna – choć może być pomocna w profilaktyce i leczeniu niektórych chorób – nie jest gwarancją zdrowia.
Dla zdrowia psychicznego warto mieć kontakt z ludźmi podobnie myślącymi: nawiązać i utrzymywać przyjazne kontakty z innymi weganami/kami.
Asertywność to ważna umiejętność w komunikacji zarówno w grupie wegan, jak i poza nią. Warto dbać o stanowczą, choć nieagresywną obronę własnych granic i szanować cudze. Dobrze jest pamiętać, że każdy i każda (ja też) ma prawo do własnego zdania, własnej decyzji co do sposobu, w jaki realizuję własny weganizm i aktywizm. Prawo do zaangażowania w wybrany aktywizm i prawo do odpoczynku od aktywizmu.
Aktywizm
Dopóki weganizm jest światopoglądem niszowym, dopóty
ważne jest, by jak najwięcej wegan uprawiało jakiś rodzaj aktywizmu, czyli popularyzowało weganizm, przekonywało do niego, albo pomagało w taki czy inny sposób tym, którzy aktywnie to robią.
Aby uprawiać aktywizm długodystansowo i uniknąć wypalenia, warto dostosować aktywizm do własnych możliwości i preferencji: rodzaj, częstotliwość, intensywność, odpoczynek i przerwy od aktywizmu.
Pokora w działaniu nie oznacza wycofania, lecz sensowne zbadanie zakresu własnych możliwości. Warto rozpoznać obszar, na który mam wpływ i pamiętać też, że ma on swoje granice. Są rzeczy, które leżą całkowicie w obrębie mojego wpływu. Mogę dobrze przygotowywać się merytorycznie; dostosować metody i styl do okoliczności i odbiorców. Mogę poprawiać zauważone błędy. Ale są też rzeczy, które już nie zależą do końca ode mnie. Nie siedzę w głowie ludzi i nie ja ostatecznie powoduję w nich zmianę. Nie zmienię całego świata, pewnie nie zmienię zdania tak wielu ludzi, jakbym chciała, ale wiem, że mogę działać dla zmiany i mogę się do tego przykładać i przyczyniać.
Uwaga na wypalenie
Działanie ponad własne siły, ignorowanie dobrostanu poprzez nadmierny wysiłek emocjonalny (np. wystawianie się bez ograniczeń na widok cierpienia), nierobienie sobie przerw, uważanie, że należy działać 24 godziny na dobę, zaniedbywanie potrzeb fizycznych, może prowadzić do urazów psychicznych i szkód fizycznych. Ich naprawa może zająć sporo czasu (np. PTSD), a w rezultacie, może też prowadzić do gorszego traktowania innych ludzi (współaktywistów/tek), czasem też zaniedbywania zwierząt pod własną opieką i wreszcie do wypalenia i porzucenia nie tylko aktywizmu, ale nawet i samego weganizmu i odcięcia się od całego środowiska.
Przez 10 lat intensywnie działałam w Stowarzyszeniu Empatia. Współorganizowałam różne happeningi i wydarzenia, w tym Tydzień Weganizmu, pisałam teksty, robiłam prezentacje, chodziłam do radia i telewizji. Z czasem doszłam do wniosku, że przyszedł czas na zmianę i że chcę dalej działać raczej w pojedynkę. Zaczęłam prowadzić bloga Słowa są ważne. A jakiś czas później postanowiłam utworzyć też kanał na Youtube’ie pod tą samą nazwą.
W tempie, w jakim jestem w stanie, staram się dokładać swoją cegiełkę do propagowania wegańskiego świata. Robię to, co mogę, potrafię i lubię. Cały czas też aktualizuję swoje poglądy. Staram się też dbać o dobrostan, bo chcę kontynuować mój aktywizm i za nic w świecie nie chcę zostać byłą weganką!
Pytania do Ciebie
Jakie masz nawyki niezwiązane z weganizmem?Czy możesz je wykorzystać w kontekście weganizmu?
Co Cię najbardziej motywuje do bycia weganinem/nką?
Jakie jest według Ciebie prawdopodobieństwo, że zostaniesz byłą weganką/byłym weganinem? Co możesz zrobić, żeby zredukować to ryzyko?
Jak dbasz o swój dobrostan fizyczny?
Jak dbasz o swój dobrostan psychiczny?
Masz dobrych znajomych lub przyjaciół, którzy są weganami/nkami?
Co lubisz w aktywizmie, który uprawiasz?
Jeśli nie uprawiasz aktywizmu, pomyśl, co możesz zrobić już dziś, albo regularnie, albo od czasu do czasu?
Co według Ciebie może zachwiać postawą wegańską u innych ludzi i jak temu przeciwdziałać?
Dowiedz się więcej
Charles Duhigg „Siła nawyku”
Mój artykuł o pozytywnym myśleniu
Wykład: Rozwój vs pseudorozwój. Dlaczego łatwo się pomylić dr Ewa Jarczewska-Gerc (m.in. aktywny optymizm, defensywny pesymizm)
Artykuł dietetyczki i weganki Virginii Messiny „Preventing ex-vegans”
Kurs: Zaangażowanie, wypalenie, regeneracja. Troska o siebie w aktywizmie prozwierzęcym Fundacja Czarna Owca Pana Kota
Katarzyna Biernacka – weganka, aktywistka prozwierzęca, przez 10 lat działała w Stowarzyszeniu Empatia. Prowadzi bloga: slowasawazne.pl oraz kanał Słowa są ważne na Youtube’ie.

