Myśliwi ponad prawem?

Kiedy przez cały rok 2015 razem ze Stowarzyszeniem Ekostraż monitorowaliśmy polski wymiar sprawiedliwości i policję zwróciliśmy szczególną uwagę na sprawy z udziałem myśliwych. Monitoringiem objęliśmy 349 instytucji – 1/3 wszystkich sądów i prokuratur rejonowych w Polsce, a także wszystkie komendy wojewódzkie policji.

 

Zbadaliśmy 897 wyroków, które zostały nam udostępnione przez 142 sądy rejonowe z całej Polski. Wśród nich znalazło się 46 wyroków dotyczących myśliwych. Sprawy najczęściej dotyczyły zastrzelenia zwierzęcia domowego – psa lub kota, było też kilka wyroków w sprawach polowań na zwierzęta dzikie bez wymaganych zezwoleń. Sprawcy tych ostatnich zostali ukarani karami grzywny. Oczywiście nie chodziło o zwierzęta, o ich cierpienie, śmierć, a o fakt, że ktoś działał na szkodę finansową PZŁ i skarbu państwa.

 

 

Łowiectwo, polowanie, myślistwo i myśliwy. Wszystkie te słowa wiążą się z okrutną śmiercią zwierząt.

 

Ważne jest by pamiętać, że sprawy ścigane z Ustawy o ochronie zwierząt dotyczą tylko takiego krzywdzenia zwierząt, które jest nielegalne. W przypadku myśliwych dotyczy to zabijania zwierząt dzikich bez wymaganych pozwoleń czy zabijania zwierząt domowych. Zabijanie zwierząt dzikich z pozwoleniem jest całkowicie legalne w Polsce. Podobnie jak inne formy legalnej krzywdy tzn. hodowla zwierząt na jedzenie i później zabijanie ich w rzeźniach, hodowla zwierząt na futra, wykorzystywanie zwierząt w laboratoriach podczas testów i badań, które są dozwolone przez polskie prawo. Pamiętajmy, że legalne nie oznacza etyczne.

W przypadku myśliwych

większość wyroków stanowiły  umorzenia, aż 21,7%(!), pozbawienia wolności na okres próby (czyli tzw. wyrok w zawiasach – 45,7%), uniewinnienia czy zdumiewająco niskie kary grzywny. Warto zauważyć, że skala umorzeń wobec sprawców w badanych sądach wynosiła średnio 13,3% – w przypadku spraw dotyczących myśliwych jest znacznie wyższa – ponad 20%.

Czas na przykłady

 

Sąd Rejonowy w Olsztynie, (przy nieobecnym prokuratorze) wydał wyrok na dwóch myśliwych, którzy „na terenie leśnym Koła […] wspólnie i w porozumieniu usiłowali dokonać zabicia psa poprzez oddanie w jego kierunku strzału z broni myśliwskiej […] jednak zamierzonego celu nie osiągnęli z uwagi na ucieczkę psa”. Sąd zdecydował postępowanie karne warunkowo umorzyć na okres próby 1 roku. Dodatkowo orzekł od każdego z oskarżonych świadczenie pieniężne w wysokości 600 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

 

Podobnie Sąd Rejonowy w Choszcznie umorzył postępowanie na okres próby 2 lat za zabicie psa przez myśliwego. Dodatkowo obarczył go świadczeniem pieniężnym w wysokości 2 tys. na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

 

Sąd Rejonowy w Krośnie skazał myśliwego za zabicie psa z broni palnej na zapłatę 2500 zł.  Biorąc pod uwagę to, że myśliwi z reguły należą do grup dobrze sytuowanych finansowo zapłata 600 zł czy nawet 2 tys. nie będzie dla nich dotkliwą karą. Tym bardziej że w żadnym z wyroków, które zbadaliśmy, pieniądze te nie zostały przeznaczone na leczenie poranionych przez nich zwierząt, odszkodowania dla opiekunów zabitych zwierząt (tak jakby pieniądze mogły zrefundować śmierć zwierzęcia) czy na organizację prozwierzęcą ratującą życie zwierząt.

 

To tylko przykładowe wyroki, podobnych im było więcej.

Prawdziwe „perełki”

Pośród wyroków znalazły się też prawdziwe „perełki” pokazujące nie tylko butę myśliwych, ale również lekceważenie ofiar przez sądy. Jeśli ofiarami były kobiety, często dochodził do tego seksizm i lekceważenie opinii, zeznań, doświadczeń osoby poszkodowanej ze względu na jej płeć. Doskonałym tego przykładem jest wyrok Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim. Nakreślając sytuację: kobieta wraz z psem wybrała się na spacer, pies szedł przy nodze kobiety. Oskarżony myśliwy tłumaczył, że „na skutek niewłaściwego rozpoznania celu z uwagi na zapadające ciemności, mgłę oraz porastającą obrzeże drogi roślinność był przekonanym, że oddaje strzał do dzika”.

 

Myśliwy nie tylko zabił psa spacerującego z opiekunką, ale bezpośrednio naraził zdrowie i życie kobiety. Jak ustosunkował się do tego sąd? Warunkowo umorzył na okres dwóch lat próby postępowanie oraz nakazał myśliwemu zapłatę świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej (czyli na rzecz skarbu państwa) 10 tys. zł. Ofiara nie otrzymała żadnej rekompensaty! Gorzej, dowiedziała się z uzasadnienia sądu wielu rzeczy o sobie m.in. tego, że właściwie sama sobie była winna (podobnie jak ofiary gwałtu zawsze są same sobie winne, a nie jest winny gwałciciel), że o mały włos nie została zastrzelona: „nosiła ciemne ubrania, bez żadnych elementów wyróżniających. Po oddaniu strzału X. usłyszał krzyk Y., stąd odłożył broń, wsiadł do pojazdu i wjechał w drogę gruntową podjeżdżając do wyżej wymienionej”. W ostatnim zdaniu pojawia się pewna nielogiczność – skoro oskarżony utrzymywał, że było mgliście i ciemno, to jak był w stanie oddać celny strzał? Musiał  doskonale widzieć, gdzie znajduje się jego ofiara.

 

W uzasadnieniu sądu możemy przeczytać „parokrotnie przeprosił pokrzywdzoną, ta zaś go zwyzywała i uderzyła w twarz.[…] Sąd generalnie uznał za wiarygodne wyjaśnienia oskarżonego co do przebiegu zdarzenia, tj. co do tego, skąd przyjechał i gdzie zatrzymał samochód przed oddaniem strzału i jak postąpił po jego oddaniu (wjechał w drogę gruntową i podjechał do pokrzywdzonej). Wyjaśnienia te są od początku konsekwentne i nie odbiegają od zasad doświadczenia życiowego i logiki postępowania – trudno zakładać, by myśliwy chcąc cokolwiek upolować podjeżdżał samochodem terenowym tak blisko, przodem w kierunku zwierzyny i to oświetlając ją światłami pojazdu. Takie postępowanie byłoby nieracjonalne niezależnie od tego, do czego chciałby strzelić myśliwy.

 

Pokrzywdzona twierdzi wprawdzie inaczej, ale jej zeznania: pewność, gdzie zatrzymał się wg niej samochód i jak był usytuowany, nie są wiarygodne. Pokrzywdzona znajdowała się w szoku na skutek strachu, następnie wzburzenia, nie panowała nad emocjami, stąd wulgarne słowa kierowane do oskarżonego i uderzenie go w twarz (co sama przyznała). W takim stanie emocjonalnym jej zdolność postrzegania wszystkich okoliczności zdarzenia i zapamiętywania tych spostrzeżeń z pewnością była ograniczona – do tego, co w sprawie dla pokrzywdzonej było najważniejsze, tj. że zastrzelono jej psa i że o mało ona nie zginęła. Dodać należy, że nastawienie pokrzywdzonej do oskarżonego jest do dzisiejszego dnia emocjonalne i choć emocje te są uzasadnione okolicznościami, to jednak są one bardzo negatywne, stąd mogą także rzutować na składane zeznania poprzez subiektywizowanie zdarzenia, bądź wypieranie z pamięci niektórych okoliczności. […] Wersja przedstawiona przez oskarżonego jest z kolei logiczna, nie obarczona aż takimi emocjami, stąd również precyzyjna i w tej precyzji konsekwentna.

 

Co możemy przeczytać w uzasadnieniu? „Sąd uznał za wiarygodne wyjaśnienia oskarżonego”, „wyjaśnienia są konsekwentne i nie odbiegają od zasad doświadczenia życiowego i logiki postępowania”, „pokrzywdzona twierdzi wprawdzie inaczej, ale jej zeznania […] nie są wiarygodne”.

 

Wyjaśnienia ofiary – kobiety są emocjonalne, ona sama jest, zdaniem sądu, rozchwiana emocjonalnie, rozhisteryzowana, niewiarygodna. Wiarygodny za to jest oskarżony – mężczyzna, myśliwy, osoba, która zabija zwierzęta.  Ważną uwagą do uzasadnienia tego wyroku podzieliła się ze mną Katarzyna Biernacka, była prezeska Stowarzyszenia Empatia. Powiedziała, że „brak emocji, być może bardziej nawet niż ich nadmiar powinien być dla sądu zastanawiający, szczególnie jeśli dotyczy sprawcy takiego czynu”.

 

Bardzo podobna sytuacja dotyczyła umorzenia dochodzenia wobec myśliwego przez Prokuraturę Rejonową w Opolu w sprawie dwukrotnego znęcania się nad kotami poprzez okaleczenie ich za pomocą metalowych szczęk – sideł pozostawionych na posesji. Postępowanie umorzono, bo prokurator uznał, że podejrzany nie kierował się bezpośrednim zamiarem zadania cierpień zwierzętom i nie dopuszczał się ich świadomie. Rozkładał sidła na swojej posesji w sposób nieświadomy – może robił to nawet podczas snu? Któż to wie? Prokurator uznał za wiarygodne wyjaśnienia myśliwego, który wskazywał, że „w swym działaniu kierował się potrzebą zabezpieczenia posesji przed szkodnikami”.

Co można z tym zrobić?

Dlatego tak ważne jest wprowadzenie do Ustawy o ochronie zwierząt zapisu o odpowiedzialności karnej dla osób działających zarówno w zamiarze bezpośrednim, jak i ewentualnym! Pisaliśmy już o tym na naszym blogu. To utrudniłoby umarzanie postępowań przez prokuratury w sytuacjach jak ta opisana! Tutaj zróbmy małą dygresję – jeśli jeszcze nie podpisałeś/łaś naszej petycji w tej sprawie, to zachęcamy Cię do niezwłocznego złożenia podpisu!

 

Pamiętacie książkę Georga Orwella „Folwark zwierzęcy”? Pamiętacie, że były tam zwierzęta „równe i równiejsze”. Również i wobec polskiego wymiaru sprawiedliwości pewne grupy społeczne wydają się „równiejsze” niż inne. Bardziej uprzywilejowane. Czy myśliwi są jedną z nich – sami/me odpowiedzcie sobie na to pytanie!

 

Aśka Wydrych

Czarna Owca Pana Kota // ratujemy, edukujemy, inspirujemy