Co się dzieje ze zwierzętami?

BEZDOMNOŚĆ ZWIERZĄT

Bezdomność nie jest wyborem zwierząt, a miasto nie jest ich naturalnym środowiskiem. Odpowiedzialność za umieszczenie zwierząt w mieście wbrew ich woli oraz doprowadzenie do stanu bezdomności obarcza sumienia nas, ludzi. Bezdomność zwierząt, podobnie jak w przypadku ludzi, oznacza samotność, odrzucenie, niepewność, brak pożywienia i opieki, zimno, strach, choroby, śmierć, niebezpieczeństwo.

Najczęstszymi przyczynami bezdomności zwierząt są:

  • Nieodpowiedzialne adopcje – często przed świętami Bożego Narodzenia spotykamy się z szukaniem zwierząt na prezent dla dzieci, taty itp., podobnie dzieje się przy różnych uroczystościach – np. urodzinach. Niestety ludzie, którzy nie są gotowi na zwierzę w domu, nie mają przemyślanego współistnienia ze zwierzęciem, równie szybko jak adoptowali zwierzę, pozbywają się go. Zwierzę się znudzi, nie spełnia urojonych oczekiwań „opiekuna” i kończy na ulicy. Ilość wyrzucanych zwierząt zwiększa się przed wakacjami, kiedy zwierzę „stoi na drodze” wymarzonych wakacji swojego „opiekuna”.
  • Inną przyczyną bezdomności zwierząt jest panująca moda na określoną rasę zwierząt; ludzie kupują zwierzę, nie zapoznawszy się wcześniej z potrzebami takiego zwierzęcia, którym być może nie są w stanie sprostać, cechami charakteru jego rasy. Potem takie zwierzę wyrzucają albo oddają do schroniska. W polskich schroniskach odbijają się jak w lustrze mody na konkretne rasy.
  • Niekontrolowane rozmnażanie zwierząt – część osób posiadających zwierzęta nie sterylizuje ich, nie kastruje. Zwierzęta mnożą się, a małe, które się pojawią – są zabijane na różne sposoby (np. na polskiej wsi dominuje metoda topienia małych zwierząt) albo wyrzucane. Często też niewysterylizowane zwierzę ucieka opiekunowi i przebywając na wolności, rozmnaża się. Pokutuje przekonanie, że sterylizacja jest wbrew naturze, czasem nawet niektórzy weterynarze sugerują, że kotka czy suczka przynajmniej raz przed sterylizacją powinna mieć dzieci. Jest to z medycznego punktu widzenia całkowita bzdura, bazująca na uprzedzeniach i tradycyjnym myśleniu. Sterylizacja jest ograniczaniem bezdomności, przeciwdziałaniem reprodukowania jej na następne pokolenia zwierząt. Dodatkowo dzięki sterylizacji/kastracji zwierzęta unikają wielu chorób – jak choćby różne nowotwory, ropomacicze itp.
  • Ucieczki zwierząt w wyniku niefrasobliwości opiekunów – zdarza się, że zwierzęta uciekają z domu opiekunów, ponieważ ktoś zachował się nieroztropnie, nie zauważył, że kot się prześlizgnął przez uchylone drzwi. Zwierzęta mogą uciec podczas spaceru, gdy np. nie prowadzimy psa na smyczy w Sylwestra, gdy strzelają petardy, lub w sytuacji, gdy zwierzę się czegoś przestraszy. Rzadko zdarzają się happy endy, kiedy zagubione zwierzę ponownie trafia do swojego opiekuna bądź opiekunki. Z reguły kończy na ulicy lub w schronisku, tęskniąc i czekając na opiekuna, który nie przychodzi.
  • Hodowle zwierząt rasowych – zarówno hodowle certyfikowane, jak i pseudohodowle działające nielegalnie, rozmnażają zwierzęta. Zwierzęta pochodzące z nich często trafiają na ulicę.

Na bezdomne zwierzęta, najczęściej koty (gdyż psy na polskich ulicach są lepiej widoczne i szybciej zostają odłowione), czyha wiele niebezpieczeństw. Zagrażają im ludzie, którzy celowo chcą im zrobić krzywdę. Osoby, którym się nie podoba, że bezdomne koty zamieszkują np. piwnice czy okolice zabudowań ludzkich, często trują bezdomne koty.

Według statystyk Głównej Komendy Policji od 2003 roku liczba popełnianych na zwierzętach przestępstw wzrosła dwukrotnie. W 2003 roku zostało wszczętych 1 187 postępowań, w 2012 ta liczba była znacznie większa – 2 170, niestety zmalał przy tym wskaźnik wykrywalności – z 64% do 60%. Mowa tu tylko o sprawach, które znalazły finał na policji, którymi ktoś się zainteresował. Liczba przypadków dręczenia i mordowania zwierząt, które nigdy nie zostaną zgłoszone nigdzie, tak naprawdę jest nieznana i jest zdecydowanie większa. Połowa wszystkich odnotowanych przypadków miała miejsce na wsiach i w małych miejscowościach.

Zwierzęta – zarówno bezdomne, jak i ptaki czy zwierzęta dzikie – mogą zginąć pod rozpędzonymi samochodami. Ogólna liczba zwierząt, które giną na drogach, potrącone przez kierowców w miastach i na terenach niezabudowanych, to minimum kilkaset tysięcy rocznie. Ludzie w samochodach zatracają szerszą perspektywę, liczy się tylko ich samopoczucie, komfort, pośpiech, by gdzieś zdążyć za wszelką cenę, a z poziomu rozpędzonego samochodu nie widać, że ulicą przechodzi zwierzę czy ptak. Dla spieszącego się kierowcy jest to nic nieznaczący detal. Detal, który czuje, jest żywy, ma swoje życie, interesy, gdzieś może mieć kogoś, kto na niego czeka.

Zwierzęta mogą umierać na różnego typu choroby – zakaźne lub wirusowe, niszczą je pasożyty (pchły, tasiemce, glisty, wszoły). Przeciętna długość życia bezdomnego czy wolno żyjącego zwierzęcia to około 2–3 lata. Dla porównania np. kot żyjący w domu może dożyć nawet 20 lat.

Niedożywienie jest również jednym z powodów przedwczesnej śmierci zwierząt żyjących w mieście. Koty, jeśli nie są dokarmiane przez kogoś, mogą liczyć tylko na swój spryt i możliwość zdobycia pożywienia np. na śmietnikach. Stołują się na nich również dzikie zwierzęta i ptaki.

Brak schronienia jest kolejnym powodem wysokiej śmiertelności zwierząt bezdomnych. W ramach remontów i zmiany zagospodarowania posesji są zamykane i likwidowane miejsca, w których koty mogłyby się schronić. Kratuje się okienka, zamurowuje się je, często tylko po to, by koty nie znalazły tam schronienia. Likwiduje się komórki, szopy i wiaty, które dotychczas służyły za schronienie.

Sytuacja zwierząt bezdomnych, jeśli trafią do schroniska, nie jest wcale w większości przypadków lepsza. Według danych Głównego Inspektoratu Weterynarii, w około 140 zarejestrowanych polskich schroniskach żyje obecnie ponad 100 tys. zwierząt. Liczba ta stopniowo rośnie: w 2009 roku liczba psów przebywających w schroniskach wynosiła 96 122, kotów 19 587, a już w 2010 roku liczba psów zwiększyła się do 98 671, a kotów do 21 419. Zgodnie z wynikami kontroli schronisk przeprowadzonymi przez Najwyższą Izbę Kontroli w 2013 roku aż 86% skontrolowanych miejsc przetrzymywania bezdomnych zwierząt nie zapewniało im właściwych warunków. Co czwarte zwierzę w schronisku umierało. W schroniskach przewidziano 34,1 tys. miejsc dla psów i 4,3 tys. dla kotów, jednak liczba psów w nich przetrzymywanych jest przynajmniej trzykrotnie większa. Jeszcze gorzej jest w przypadku kotów – ich liczba w polskich schroniskach jest przekroczona aż pięciokrotnie. Dane Głównego Lekarza Weterynarii z 2011 roku wskazywały, iż liczba zwierząt poddanych eutanazji w schroniskach sięga 13,76%, zgonów pozaeutanazyjnych odnotowano 20,27%. Z kolei Biuro Ochrony Zwierząt podaje, że ponad 70% kotów zostaje poddanych eutanazji, umiera w wyniku stresu, depresji i chorób. W niektórych schroniskach życie traci 8 na 10 kotów.

Ile może być bezdomnych zwierząt w Polsce? Trudno jest nawet szacunkowo ocenić ich liczbę. Według niektórych szacunków może to być nawet ok. 3 mln bezdomnych psów i kotów.

EKSPERYMENTY NA ZWIERZĘTACH

Na zwierzętach prowadzone są różne eksperymenty i doświadczenia – wykorzystuje się je do testowania leków, farmaceutyków, kosmetyków, detergentów, ale również do badań mniej lub bardziej pseudonaukowych. Opracowano spis najbardziej absurdalnych badań przeprowadzonych na zwierzętach w 2011 roku – znalazły się tam badania, których wyniki udowodniły, że np. laboratoria są bardzo stresogennymi miejscami dla małp, budowa ciała i dźwięki wydawane przez aligatory różnią się od ludzkich, albo że polekowe zapalenia stawów u szczurów sprawiają, że szczurom ciężko jest wykonywać ćwiczenia fizyczne. Zwierzęta wykorzystywane są na uniwersytetach np. do nauki anatomii – przykładowo w USA uczniowie i studenci dokonują sekcji na ponad 6 milionach zwierząt. Na współczesnym etapie rozwoju nauki i technologii nie ma potrzeby wykorzystywania zwierząt, skoro można  wykorzystywać alternatywne metody.

TESTOWANIE LEKÓW

Peter Singer wskazuje w swojej książce „Wyzwolenie zwierząt”, cytując wypowiedź przedstawiciela Amerykańskiego Stowarzyszenia Lekarskiego, że testowanie na zwierzętach leków nic albo zgoła niewiele wnosi i „trudno odnieść je do człowieka”. 92% nowych leków, które przeszły testy na zwierzętach w dalszym ciągu nie nadaje się do użytku dla ludzi. Połowa z pozostałych 8%, po wprowadzeniu na rynek, jest wycofywana ze względu na skutki uboczne, które wywołuje u ludzi. Stoptestom.info cytuje byłego dyrektora największego w Europie laboratorium Huntingdon Life Science, Ralpha Heywooda, który twierdzi, że „testy na zwierzętach przewidują jedynie 5–25% niekorzystnych reakcji, jakie mogą wystąpić u ludzi”. Potwierdza to fakt, iż co roku w Wielkiej Brytanii przynajmniej 250 tys. osób jest hospitalizowanych, a 10 tys. umiera w wyniku reakcji ubocznych powodowanych przez leki (wcześniej, z powodu rzekomego ludzkiego bezpieczeństwa, testowane na zwierzętach), podobnie jest w Niemczech. W Stanach Zjednoczonych liczba ta jest nawet dziesięciokrotnie wyższa. W Polsce nikt nie prowadzi takich statystyk.

W marcu 2013 roku został wprowadzony na terenie Unii Europejskiej zakaz importu i sprzedaży testowanych na zwierzętach kosmetyków, ale gehenna zwierząt w laboratoriach wciąż trwa. Dalej testuje się na nich m.in. leki, robi się na nich testy toksykologiczne. Testy przeprowadza się najczęściej na szczurach, myszach, królikach, psach, kotach, małpach człekokształtnych. Zwierzęta są specjalnie hodowane do przeprowadzania na nich testów, a także skupowane przez przedstawicieli firm zajmujących się dostarczaniem „wyposażenia laboratoryjnego” ze schronisk lub pozyskiwane od ludzi, chcących oddać nowo narodzone zwierzę w dobre ręce. Na zwierzętach przeprowadza się m.in. doustne testy toksyczności, zmuszając je do połykania niejadalnych substancji – mogą one trwać od 2 tygodni do nawet pół roku, oczywiście, jeśli zwierzę tak długo przeżyje. Testy wywołują biegunki, krwawienia wewnętrzne, porażenia, drgawki. Prowadzi się testy LD50 – 50% dawka letalna, które polegają na ustaleniu dawki, która zabije połowę badanych zwierząt; z kolei kosmetyki i środki chemiczne testuje się za pomocą testu Draize’a. Może on trwać nawet do 3 tygodni i polega na wkrapianiu specyfiku do oka zwierzęcia, czasami zmusza się zwierzęta do wdychania toksycznych substancji, bądź aplikuje się je bezpośrednio na skórę.

70% testów prowadzonych na zwierzętach jest przeprowadzanych bez znieczulenia, by „nie zafałszowywać wyników”. 32% eksperymentów trwa dłużej niż miesiąc, 66% eksperymentów powoduje u zwierząt nieznośny do wytrzymania ból.

Nie ma dokładnych danych dotyczących ilości zwierząt wykorzystywanych w laboratoriach. Do samych badań naukowych na terenie Unii Europejskiej co roku wykorzystuje się 12 mln zwierząt. W Wielkiej Brytanii w laboratoriach podczas eksperymentów giną 4 miliony zwierząt – ponad 10 tys. zwierząt dziennie,  co 8 sekund umiera w brytyjskim laboratorium zwierzę. W Stanach Zjednoczonych w laboratoriach używa się od 40 do 100 milionów zwierząt, w Kanadzie około 2 milionów, w Japonii 11 milionów. W Polsce według sprawozdań komisji etycznych wydających zgody na eksperymenty – średnio 450 tys. zwierząt rocznie. W 2009 roku w Polsce do eksperymentów zgłoszono ponad tysiąc psów i 600 kotów.

TESTOWANIE KARMY DLA ZWIERZĄT

Karmę dla zwierząt czy leki dla zwierząt też testuje się na zwierzętach, tyle że tych bezdomnych. Większość osób nie zdaje sobie sprawy, że karmy dla zwierząt domowych – psów, kotów są testowane na takich samych zwierzętach jak te, które mieszkają w naszych domach. Większość osób zapomina, że karmy produkowane są z ciał innych zwierząt, takich jak świnie, krowy, kury – zwierząt nieróżniących się zbytnio od psów i kotów. Jeszcze mniej osób wie, że prócz zmielonych ciał zwierząt gospodarskich, w karmach, które podają swoim psom i kotom – znajdują się inne psy i koty – te, na których testowano wcześniej karmę i te, które umarły w schroniskach, bądź poddano je eutanazji. Informacje takie upublicznili aktywiści śledczy amerykańskich organizacji prozwierzęcych prowadzący dochodzenia w największych korporacjach produkujących m.in. karmy dla zwierząt.

Testy karmy na zwierzętach nie wyglądają tak jak mogliby się tego spodziewać ludzie – nie polegają na tym, że miły pan lub pani w białym kitlu podaje zabranemu ze schroniska psu lub kotu karmę do zjedzenia, a następnie głaszcze zwierzę po głowie. Testy prowadzone na zwierzętach są inwazyjne, kończą się śmiercią. Śmierć jest standardem w prowadzonych na zwierzętach badaniach. Przykładowo zespół badawczy prowadzący testy nad wpływem beta-karotenu na system rozrodczy psów płci żeńskiej usunął 56 dorosłym psom rasy beagle jajniki i macice. Inna grupa „badaczy” zniszczyła nerki 18 szczeniakom podczas badania reakcji zwierząt na nową karmę – wprowadzali szczeniakom rurki do penisów, a potem je zabijali.

Firma Bayer chwaliła się w jednej ze swoich ulotek dotyczących obroży przeciw pchłom i kleszczom Foresto, że skuteczność wspomnianego produktu została potwierdzona w kontrolowanych klinicznych i laboratoryjnych badaniach prowadzonych w USA, Niemczech, Irlandii i RPA. Porównywano liczbę pcheł i kleszczy u zwierząt, u których sztucznie wywołano inwazję pasożytów, w grupie kontrolnej z założoną obrożą i w grupie kontrolnej bez obroży. Obserwacje prowadzono przez 8 miesięcy!

HODOWANIE ZWIERZĄT NA UBRANIA

Współcześnie futra pozyskuje się w różny sposób – najczęściej hodując zwierzęta na fermach futrzarskich, czasem polując na zwierzęta (głównie w Stanach Zjednoczonych). Na jednej fermie futrzarskiej może przebywać nawet kilkanaście tysięcy stłoczonych w małych klatkach zwierząt. Przebywające w dużym zagęszczeniu zwierzęta zaczynają chorować fizycznie, cierpiąc na choroby oczu, deformacje ciała, choroby dziąseł, raka. U większości zwierząt trzymanych w małych klatkach pojawiają się zaburzenia psychiczne. Można je rozpoznać m.in. po tak zwanych zachowaniach stereotypowych: zwierzęta powtarzają prosty ruch lub czynność – kręcą się w kółko, ciągle chodzą, kiwają się z boku na bok, wylizują się do krwi, wygryzają sobie rany w skórze, podgryzają ogon.

Takie problemy mają nierozerwalny związek z warunkami panującymi na fermach, gdzie zwierzęta nie mogą spełniać najbardziej podstawowych potrzeb, takich jak swobodne poruszanie się. Oprócz samookaleczeń zwierzęta atakują się nawzajem, dochodzi do zagryzień i zjadania współtowarzyszy. Agresja jest efektem dramatycznie złych warunków życia. Zgodnie z polskim prawem minimalne warunki dla utrzymywania lisa stanowi przestrzeń 0,6 m², dla norki – 0,18 m², dla królika 0,24 m². W przypadku norki 0,18 m² jest kwadratem o wymiarach 42 cm na 42 cm.

W Polsce według Inspekcji Weterynaryjnej działa około 800 ferm zwierząt futerkowych, według Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych jest ich około 1 000.

W wielu krajach zabroniono hodowli zwierząt na futra – stało się tak np. w Wielkiej Brytanii, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Słowenii, Austrii, a w Szwajcarii przepisy są tak restrykcyjne, że hodowcy rezygnują sami. Niestety często „przedsiębiorcy” przenoszą się z prowadzeniem hodowli zwierząt futerkowych z krajów, w których wprowadzono zakaz do tych, gdzie jeszcze go nie ma – np. do Polski. Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zakazu na poziomie centralnym Unii Europejskiej. W Polsce prowadzone są kampanie na rzecz zakazu, jednak wyraźnie widać powiązanie świata biznesu ferm futerkowych z kręgami politycznymi – wielu polityków prowadzi fermy futerkowe.

Rocznie zabija się w Polsce ponad 4 miliony zwierząt – lisów, norek, nutrii, szynszyli, jenotów. Na nieszczęściu zwierząt polscy hodowcy zarabiają rocznie minimum 400 milionów złotych. Z danych NIK wynika, że 35% skontrolowanych ferm było prowadzonych w sposób niezgodny z polskim prawem. Jak przyznaje NIK, żadna z ferm skontrolowanych przez urzędników w latach 2011–2012 nie spełniała w pełni wymogów polskiego prawa. Dodać należy, że minimalnych wymogów.

Polska należy do niechlubnej czołówki krajów przodujących w produkcji futer. Jest drugim w Europie dostawcą futer lisów i trzecim – norek. Na terenie Europy znajduje się ponad 7 tys. ferm zwierząt futerkowych, co sprawia, że jest ona największym producentem futer, drugie miejsce zajmują Chiny, trzecie Stany Zjednoczone.

Warto zaznaczyć, że w Chinach i innych krajach azjatyckich futra pozyskuje się również ze zwierząt towarzyszących – z psów i kotów. Rocznie w tych krajach morduje się 2 miliony psów i kotów, a futra z nich trafiają do Europy i Stanów Zjednoczonych pod postacią zabawek dla innych psów i kotów, a także dodatków do ubrań.

Na futra zabija się nie tylko zwierzęta specjalnie hodowane na ten cel, ale również zwierzęta dzikie. Na przykład w Kanadzie i na Grenlandii zabija się rocznie około pół miliona fok w wieku pomiędzy 12. dniem życia a rokiem. 130 tys. z nich jest żywcem obdzieranych ze skóry. Według danych amerykańskich organizacji zajmujących się ochroną zwierząt, między 4 a 6 milionów zwierząt rocznie łapie się w pułapki zastawione przez traperów – zwierząt, które nie były ich celem. Mogą one spędzić do tygodnia w pułapce, walcząc o przeżycie i usiłując się uwolnić. Na jedno długie futro potrzeba zabić: 16 kojotów, 18 rysiów, 60 norek, 45 oposów, 20 wyder, 42 lisy, 40 szopów, 50 soboli, 8 fok, albo 15 bobrów.

Nie tylko futro pochodzi z cierpienia zwierząt, ale również skóra i zamsz. Podobne cierpienie, ale nie tak oczywiste generuje wełna, jedwab, kaszmir, moher, angora, filc czy pierze.

Kreatorzy mody w swoich kolekcjach używają futra karakułów, pozyskiwanego z nienarodzonych lub nowo narodzonych owieczek. Futro z owiec abortowanych żywcem z matki kosztuje dwa razy więcej niż z tych nowo narodzonych. Dokonuje się tego między 15 dniem przed porodem a 3 dniem po porodzie. Matka oczywiście umiera. Co roku zabija się w ten sposób 4 miliony owiec.

Z ciał krów i świń wytwarza się buty, paski, kurtki – skóra nie jest jednak tylko produktem ubocznym hodowli na mięso, jest celem samym w sobie. Zwierzęta są specjalnie po to zabijane i hodowane.

Również wełna powstaje w wyniku okrutnych zabiegów — ostrym nożem zdziera się z owiec runo. Rany powstałe w ten sposób goją się do 5 tygodni. Są bardzo bolesne. Rozwijają się w nich muchy plujki. Ponadto owce kastruje się na żywca, obcina im się ogony, dziurawi uszy, by je kolczykować. Owce są transportowane do krajów arabskich, by zostać tam zabite podczas ubojów rytualnych. Co roku 7 milionów owiec z Australii czeka ten los. Spędzają minimum 3 tygodnie na morzu, po to, by po dotarciu do celu zostać zabite. Wiele z nich umiera w drodze.

Równie okrutna jest produkcja jedwabiu – kokony larw jedwabników umieszcza się we wrzątku, co powoduje powolną i bolesną śmierć.

Poduszki czy kołdry z gęsiego pierza też jest pozyskiwane w sposób sprawiający cierpienie zwierzętom. Ptaki są trzymane za szyję, podczas gdy z całego ciała wyrywa się im pióra. Powoduje to intensywne cierpienie. Gdy tylko pióra odrosną, cała procedura zaczyna się od nowa. Odbywa się 4 albo 5 razy w ciągu ich krótkiego życia. Pierwsze wyrywanie pierza gęsi zaliczają koło 8 tygodnia życia.

HODOWANIE ZWIERZĄT NA JEDZENIE

Począwszy od XX wieku zwierzęta zaczęły być hodowane na pokarm dla ludzi na masową skalę. Zaczęły powstawać wielkoprzemysłowe fermy, na których mogło przebywać stłoczonych w dramatycznych warunkach kilkadziesiąt tysięcy zwierząt. Życie zwierząt na fermach wielkoprzemysłowych, jak i ich śmierć – zostały zmechanizowane, a same zwierzęta zostały sprowadzone do bycia produktem. Przestały być indywidualnościami, jednostkami z własnymi pragnieniami i interesami do zrealizowania, istotami żyjącymi obok nas. Mało kto obecnie ma kontakt ze zwierzętami tzw. hodowlanymi – krowami, świniami, kurami, indykami, rybami. Mało kto je dostrzega. Mało kto myśli o tym, co musiały przejść, by znaleźć się na ludzkim talerzu. Są dla nas gotowym produktem, zapakowanym i estetycznie poporcjowanym, bez śladu piór czy futra, dostępnym obok innych towarów na sklepowej półce. Odbija się to również w języku: zwierzęta, które jemy, przestajemy traktować jak żywe istoty, oddzielamy je od gotowego produktu mięsnego, w który je przetworzyliśmy, nie łączymy tego, co znajduje się na naszym talerzu ze zwierzęciem, którym kiedyś było. Nazwy, które nadajemy produktom nie wskazują na ich odzwierzęce pochodzenie – świnia staje się „wieprzowiną”, krowa czy byk – „wołowiną”, kura – „drobiem”.

FERMY PRZEMYSŁOWE

Rzeczywistość zwierząt na fermie wielkoprzemysłowej wygląda tak, że są one przetrzymywane stłoczone na małej przestrzeni, są zaniedbane, głodzone, schorowane. Podawane są im leki profilaktycznie, a nie wtedy, gdy faktycznie są im potrzebne. Są poddawane brutalnej przemocy ze strony ludzi pracujących na fermach – są bite, kopane, okładane metalowymi drągami, gdy nie dość szybko przemieszczają się do samochodu mającego zawieźć je do rzeźni. W większości przypadków śmierć nie jest dla nich wybawieniem – do ubojni jadą ranne, z połamanymi łapami, nogami, zmaltretowane, a sam proces zabicia częstokroć odbywa się przy pełnej świadomości zwierzęcia. Według raportu NIK w 60% skontrolowanych polskich rzeźni nie przestrzegano podczas uboju zwierząt przepisów dotyczących warunków ich uboju. W Polsce istnieją 752 fermy wielkoprzemysłowe – 606 ferm drobiu i 146 ferm trzody chlewnej i ciągle powstają nowe.

Łącznie rocznie na świecie jest zabijanych około 70 miliardów zwierząt, z czego ponad 50 miliardów – na mięso i skóry. W Wielkiej Brytanii ginie 750 milionów zwierząt co roku. W Polsce 840 milionów samych zwierząt lądowych.

ŚWINIE

Świnie dożywają maksymalnie wieku 6 miesięcy. Przez ten czas żyją w zamknięciu, podobnie jak inne zwierzęta hodowane, cierpiąc na uszkodzenia kończyn, otarcia skóry, chorują, mają pasożyty. Nowo narodzonym prosiaczkom ucina się bez znieczulenia ogonki i uszy, by później stłoczone zwierzęta z frustracji nie odgryzały ich sobie wzajemnie. Prosiaki płci męskiej w wieku 2 dni są kastrowane bez znieczulenia. Świnie przebywając na fermach wielkoprzemysłowych chorują na zapalenie płuc – dzieje się tak, gdyż nikt nie sprząta fekaliów zwierząt. Maciory na okres ciąży zamyka się w metalowych kojcach, gdzie nie mogą się ruszyć. Biorąc pod uwagę częstotliwość stosowania sztucznego zapładniania zwierząt na fermach zwierzęta te spędzają praktycznie całe życie w kojcach, bez możliwości wykonania żadnego ruchu. Świnie zarówno w Polsce, jak i w innych krajach są w większości przypadków niewystarczająco ogłuszane podczas uboju – zatem umierają w pełni świadome, będąc zabijane bez ogłuszania, wrzucane żywcem do oparzarki lub szlachtowane. Według danych GUS z 2011 roku w Polsce zostało w 2011 roku zabitych 18 423 660 świń. W Stanach Zjednoczonych co roku jest zabijanych 100 milionów świń.

KONIE

Konie wykorzystywane są głównie w tzw. rekreacji, w sporcie, a w momencie, gdy ze względu na stan zdrowia lub ogólną kondycję nie nadają się do aktywności sportowych, są sprzedawane do rzeźni. Polska jest największym eksporterem koni w Europie – konie z Polski jadą w morderczych, wielogodzinnych transportach do rzeźni we Włoszech, Belgii, Francji. Osoby sprzedające konie i przewoźnicy obchodzą się z nimi okrutnie – zwierzęta są przemocą wprowadzane do ciężarówek, bite, kopane, często mają połamane kopyta. Podczas podróży trwającej czasami prawie 100 godzin, zwierzęta nie są karmione ani pojone. Często słabsze konie tratowane przez inne, nie przeżywają podróży. Rokrocznie około 34 tys. koni jest wywożonych z Polski do zachodnich ubojni – 31 tys. z nich trafia do Włoch. Drugie tyle jest zabijanych w polskich rzeźniach. Według danych GUS z 2011 roku, w 2011 roku w Polsce zostało zabitych 41 729 koni.

KROWY

Krowy tzw. mleczne nie są wyjątkiem spośród innych zwierząt hodowanych na fermach – również i one, mimo fałszywego obrazu przekazywanego przez reklamy, nie spędzają swojego życia będąc wypasanymi na trawie. Tak jak krowa z reklam Milki nie jest fioletowa, tak jej współczłonkinie gatunku nie korzystają z wolności bycia na zewnątrz. Całe swoje życie przeżywają we wnętrzu budynków. Cierpią na problemy z biodrami, kończynami. Podobnie jak knury, tak i byki są kastrowane bez znieczulenia. Krowy zapładnia się sztucznie, a tuż po porodzie zabiera im się cielaki. Część z nich będzie hodowana na wołowinę, część czeka przyszłość krowy mlecznej, część wyląduje na talerzu jako cielęcina. Te ostatnie, będą głodzone, doprowadzane do anemii, by ich mięso było bladoróżowe i osiągnęło jak najwyższą cenę. Zgodnie z danymi GUS z 2011 roku, w roku tym zostało zabitych 1 337 249 krów i byków.

KURY

Kury hodowane na fermach dzielą się na kury nioski (które są zmuszane do składania jaj praktycznie do upadłego) i brojlery (przeznaczone na mięso). Spośród kur niosek tuż po urodzeniu wybiera się koguciki i jako nieprzydatne (bo nie składają jaj) zostają żywcem zmielone na karmę dla innych ptaków lub w inny sposób „zutylizowane”. Nioski są trzymane w maksymalnym stłoczeniu w klatkach ustawionych jedna na drugiej. Łamią sobie skrzydła, kończyny, mają owrzodzenia na łapach, odleżyny oraz chroniczne zapalenia stawów. Cierpią też na choroby psychiczne spowodowane zamknięciem i brakiem możliwości zaspokajania swoich naturalnych potrzeb. Aby zmniejszyć agresję wśród stłoczonych ptaków, „hodowcy” bez znieczulenia obcinają im dzioby. Podobnie jak świnie, także kury cierpią na zapalenie płuc, bo nikt nie sprząta ich fekaliów. W przypadku brojlerów, w początkowym etapie swojego życia przebywają całą dobę na hali, przy włączonym świetle, później wyłącza się oświetlenie na kilka godzin, by zwiększyć ich apetyt i przyspieszyć wzrost masy ciała. Tuczenie ich wywołuje problemy zdrowotne – łamią im się kończyny przy zbyt szybkim przybieraniu na wadze. Najwięcej na świecie jest zabijanych właśnie ptaków – łącznie 50 miliardów, w samej Unii Europejskiej każdego roku hodowanych i zabijanych jest 6 miliardów kurczaków. Miliony spośród nich umierają, wrzucone żywcem do oparzarki. GUS podaje, że w Polsce w 2011 roku zostało zabitych 685 879 138 kur.

RYBY

Ryby na potrzeby ludzi są odławiane lub hodowane. Przy odławianiu ryb używa się sieci obejmujących obszar około 50 kilometrów. Ryby, które zostaną w nie złapane, są zgniatane pod ciężarem kolejnych trafiających do sieci ryb. Duszą się godzinami. Przy takiej formule, w sieci te łapią się nie tylko ryby, ale także inne stworzenia, które nie są celem rybaków np. delfiny, rekiny, albatrosy, wieloryby, żółwie, ośmiornice itp. Łącznie, co roku ginie w ten sposób 4,5 miliona zwierząt morskich, które przy opróżnianiu sieci, jako nieprzydatne, są wyrzucane martwe bądź ranne z powrotem do morza. Przykładowo podczas połowu tuńczyków, do sieci łapanych jest dodatkowo 145 gatunków różnych stworzeń! Ryby hodowane w sztucznych zbiornikach nie mają lepszej sytuacji. Pstrągi zabija się, wrzucając je do kontenerów z lodem, tak by umarły z braku tlenu, z kolei łososie wrzuca się do wody z dużym stężeniem dwutlenku węgla, który uniemożliwia im oddychanie. W Wielkiej Brytanii ginie 50 milionów ryb rocznie, w Stanach Zjednoczonych 7 miliardów. Według danych polskich, średnio 13,5 kg ryb rocznie jest spożywanych przez jednego mieszkańca. Tylko podczas świąt Bożego Narodzenia Polacy spożyją 20 tys. ton karpi.

Fermy wielkoprzemysłowe to nie tylko dramat zwierząt w nich uwięzionych, ale również ogromne zagrożenie dla środowiska naturalnego. Aby wybudować fermy przemysłowe, wycina się lasy m.in. tropikalne, wycina się je również, by na ich miejscu posadzić soję, którą karmione są zwierzęta na fermach. Budowa fermy przemysłowej jest nierozerwalnie związana z postępującą degradacją ekologiczną terenu, na którym została wybudowana ferma. Zostaje nieodwracalnie zniszczona struktura gleby, zostają zanieczyszczone tonami wydalanych przez zwierzęta fekaliów wody gruntowe. Z kolei emisja gazów z ferm przyczynia się do zmian klimatycznych. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku ferm futrzarskich.

OPRESJA I NIEWOLNICTWO SEKSUALNE ZWIERZĄT

Seksualne wykorzystywanie zwierząt w dalszym ciągu stanowi tabu – mało się o nim mówi, a jeśli już to z niedowierzaniem. Temat wykorzystywania seksualnego zwierząt nie przewija się w podręcznikach weterynaryjnych, jest powszechnie przemilczany. Zoofilia występuje wszędzie – Polska również nie jest od niej wolna. Zwierzęta, które najczęściej padają jej ofiarą to psy, koty, króliki, kury, owce, konie.

Istnieje mało badań określających skalę tego zjawiska. Jednym z nich są badania Alfreda Kinsey przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych w latach 1948 i 1953. Wynika z nich, że około 8% męskiej populacji Stanów Zjednoczonych miało przynajmniej raz kontakt seksualny ze zwierzęciem. Przy czym pośród chłopców i mężczyzn żyjących na wsi odsetek ten wzrastał aż do 40%. Statystyki te były zdecydowanie niższe wśród kobiet – 3%. W 1974 roku Morton Hunt przeprowadził kolejne badania, z których wynikało, że seksualne kontakty ze zwierzętami może mieć 1,9% kobiet i 4,9% mężczyzn. Z kolei w opublikowanym przez Journal of Sexual Medicine artykule autorzy podają, że z badań przeprowadzonych w Brazylii wynika, że 34% mężczyzn miało kontakty ze zwierzętami – większość z nich mieszkała na wsi.

Największa strona internetowa zoofilskiej społeczności – BeastForum gromadzi ponad 1 200 000 użytkowników – dzielą się oni zdjęciami lub filmami pokazującymi ich doświadczenia seksualne ze zwierzętami. W Niemczech funkcjonuje stowarzyszenie dążące do legalizacji zoofilii – Zoophiles Engagement für Toleranz und Aufklärung.

W większości krajów zoofilia jest zakazana – choć w niektórych zakaz został wprowadzony stosunkowo późno – np. w Niemczech w 2012 roku czy w Hiszpanii w 2015 roku. W polskiej Ustawie o ochronie zwierząt zapis o zakazie zoofilii znajduje się w artykule 6 punkt 2 podpunkt 16.

Należy zdać sobie sprawę, że zoofilia nie jest niegroźną perwersją czy marginalnym zachowaniem w naszej kulturze. Jest okrutną eksploatacją zwierzęcia, które ma ograniczone możliwości, by się bronić. Kontakt seksualny odbywa się wbrew woli zwierzęcia, które nie może wyrazić swojego sprzeciwu – może się szarpać, wyrywać, płakać. Nie może nigdzie zgłosić dokonanego na sobie gwałtu, ani nie może o nim zaświadczyć. Mogą zrobić to w jego imieniu ludzie, tylko oni mogą dochodzić sprawiedliwości dla zwierząt.

Kontakt seksualny z człowiekiem ze względu na różnice anatomiczne kończy się dla zwierzęcia najczęściej śmiercią lub trwałym kalectwem. Jego najczęstszymi efektami są wewnętrzne krwawienia, rozerwane organy płciowe i narządy wewnętrzne. To są oczywiście najbardziej widoczne rany – nie wiadomo, jakie urazy psychiczne może natomiast wywołać gwałt u zwierzęcia. Najbardziej narażone na śmierć są najmniejsze zwierzęta – kury, króliki, koty czy małe psy. Mark Hawthorne w książce Bleating Hearts. The Hidden World of Animal Suffering przywołuje przykład dwóch 6-tygodniowych szczeniaczków, zgwałconych w Arizonie, w Stanach Zjednoczonych, w 2006 roku przez nieznanych sprawców, które umarły w wyniku uszkodzeń narządów wewnętrznych i infekcji bakteryjnej. W Niemczech pomiędzy 1993 a 2000 rokiem zanotowano 1 035 przestępstw seksualnych popełnionych wobec koni.

Wyjątkowo potwornym przejawem zoofilii są tzw. crush videos, na których maltretowane są małe zwierzęta – szczury, myszy, chomiki, małe króliki. Na nagraniach kobiety w szpilkach najpierw wbijają obcas w poszczególne łapki zwierzęcia, następnie w kręgosłup, by zakończyć na głowie, co powoduje śmierć i kończy zadawanie tortur. Brutalność tej formy zoofilskich materiałów pornograficznych została dostrzeżona m.in. we Włoszech, gdzie obowiązuje całkowity zakaz, natomiast w Grecji, Wielkiej Brytanii czy na Filipinach obowiązują wysokie kary. W Stanach Zjednoczonych zostało wprowadzone w 1999 roku prawo kryminalizujące crush videos, niestety niebawem zostało zakwestionowane jako godzące w pierwszą poprawkę amerykańskiej konstytucji i wolność ekspresji. Dopiero w 2010 roku udało się Barakowi Obamie przeforsować ustawę Animal Crush Video Prohibition Act, dzięki której można ścigać za realizację crush videos.

Amerykańska badaczka feministyczna i teoretyczka praw zwierząt Carol J. Adams zwraca uwagę, że częstokroć zwierzęta domowe są zakładnikami mężczyzn – sprawców przemocy domowej. Według danych jedna na cztery kobiety pozostaje w przemocowym związku, bo boi się zostawić zwierzę samo z maltretującym je partnerem. Dotyczy to zwłaszcza kobiet, które nie mają dokąd uciec i które musiałyby korzystać z publicznych schronisk, w których w większości jest zakaz przetrzymywania zwierząt. Zdarza się, że zwierzęta stają się niewolnikami seksualnymi partnerów maltretowanych kobiet. Często też są używane do upokarzania i seksualnej eksploatacji kobiet. Według badań przeprowadzonych przez Lenore Walker aż 41% kobiet pozostających w przemocowych relacjach, w których dochodziło do przemocy fizycznej było również zmuszanych do odbywania kontaktów płciowych ze zwierzętami, 5% kobiet będących w relacjach bez przemocy fizycznej, ale z przemocą psychiczną, doświadczało tego samego.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że zwierzęta hodowane na fermach przemysłowych na mięso i na mleko poddawane są systemowej opresji seksualnej. Wystarczy przywołać przykład sztucznej inseminacji – jest to rutynowy zabieg na fermach przemysłowych. Poddawane są mu wszystkie zwierzęta – krowy, świnie, indyki, owce. Szczególnie dotyczy to ferm mleczarskich, gdzie krowy są ciągle zapładniane za pomocą sprzętu ułatwiającego zapłodnienie. Oznacza to, że bycza sperma jest wprowadzana manualnie przez człowieka do pochwy krowy, a sama krowa jest przetrzymywana w tzw. rape rack (klatce gwałtu). Co oczywiste, generuje to duży stres i ból dla krów. Przyszli inseminatorzy uczą się poprawnego przeprowadzenia zabiegów sztucznego zapłodnienia na krowach, które jeszcze tego samego dnia mają trafić do rzeźni. Dzieje się tak dlatego, że niedoświadczony inseminator może dotkliwie poranić zwierzę, zwłaszcza w odbyt, zwieracz i w obszarze układu rozrodczego. A w końcu nikt, kto prowadzi fermy i dla kogo najważniejszy jest zysk, nie będzie się kłopotał leczeniem zwierzęcia. W podobnie brutalny sposób pobiera się spermę od męskich osobników – używa się do tego celu sondy elektrycznej poddając zwierzę działaniu prądu aż do ejakulacji. W ten sam sposób odbywa się to ze zwierzętami w zoo. Powoduje to u zwierzęcia niewyobrażalny ból. 100% indyków hodowanych w Stanach Zjednoczonych, jak podaje Peter Singer i Jim Mason jest poddawanych takiej formie seksualnej przemocy.

Amerykańska organizacja PETA prowadziła tajne dochodzenia w rzeźniach. Materiały udostępnione przez inspektorów, którzy zatrudnili się na fermach, są wstrząsające. Aktywiści PETA udokumentowali seksualną przemoc wobec zwierząt – począwszy od świń, na indykach zakończywszy. Na przemysłowej fermie świń w Iowa kierownik zmiany wsadził kij w waginę świni. Ten sam człowiek przyznał się, że wpychał metalowy pręt w odbyt świń, które go „denerwowały”. Z kolei w rzeźni Butterball śledczy PETA widział, jak pracownik rzeźni wsadzał palce do waginy indyka. Inny pracownik gwałcił ptaka. Podobne rzeczy obserwowali śledczy w Aviagan Turkeys Inc. w Zachodniej Wirginii. Wszystko zostało nagrane, a pracownicy chwalili się, że robią to regularnie. Podobny obraz tego, co się dzieje na fermach przemysłowych przedstawiła w swojej książce Slaughterhouse amerykańska dziennikarka Gail Eisnitz, która przez rok pracowała na różnych fermach i dokumentowała przypadki maltretowania, zabijania i gwałcenia zwierząt.

Jeszcze mniej osób wie, co się dzieje podczas wytwarzania oleju palmowego, że jego efektem prócz wycinania lasów, w których bytują orangutany, zabijania orangutanów złapanych podczas wycinki drzew, jest również seksualne niewolnictwo orangutanów płci żeńskiej. Doniesienia o nim pojawiły się m.in. na stronach internetowych wspólnego projektu etyka Petera Singera i włoskiej filozofki Paoli Cavalieri poświęconego prawom naczelnych – Great Ape Project. Symbolem wszystkich wykorzystywanych seksualnie i przetrzymywanych w domach publicznych m.in. na Sumatrze, Borneo, Tajlandii ale też w Holandii lub Niemczech orangutanów stała się Pony, uwolniona przez The Borneo Orangutan Survival Foundation. Pony została uprowadzona ze swojego naturalnego środowiska i zamknięta w domu publicznym w wiosce Kareng Pangi. Była tam zmuszana do prostytucji, codziennie golono całe jej ciało, by jak najbardziej przypominała człowieka. The Borneo Orangutan Foundation dowiedziało się o jej losie i razem z the Central Kalimantan Conservation and Natural Resources Authority, przy wsparciu policji i armii udało się w 2003 roku odebrać zwierzę. Miała wtedy 6 lat i nie wiadomo jak długo była przetrzymywana. W 2013 roku została przeniesiona na wyspę Kaja i wypuszczona na wolność razem z 7 innymi orangutanicami.

ZWIERZĘTA UŻYTKOWANE NA POTRZEBY MILITARNE

Na wojnach, prócz ludzi, ginęły i giną również zwierzęta. Są nie tylko ofiarami, ale też są wykorzystywane jako żołnierze w prowadzonych przez ludzi działaniach wojennych. Giną na wojnie podczas bombardowań, stają się ofiarami przemocy obcych wojsk wkraczających na zdobyte terytorium, jak np. zwierzęta przebywające w warszawskim zoo w 1939 roku, na które polowali wyżsi rangą oficerowie niemieccy; są zabierane od swoich opiekunów – np. podczas trwania niemieckiej okupacji na terenie Polski zwierzęta były odbierane żydowskim opiekunom; czy też są porzucane przez opiekunów, gdy ci uciekają – jako przykład przywołać można choćby paniczną ucieczkę Izraelczyków przed atakami Hamasu, kiedy po drodze na lotniska porzucali swoje psy czy koty.

Podczas II wojny światowej, w czasie bombardowań miast w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy w trakcie wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936–1939, gdy frankiści bombardowali republikańską Barcelonę czy Madryt, ludzie ukrywali się w schronach przeciwlotniczych. Niestety, nie pozwalano im tam zabierać zwierząt. Co więcej, w 1939 roku, gdy po niemieckim ataku na Polskę Wielka Brytania i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę, w Wielkiej Brytanii 750 tys. zwierząt domowych zostało zamordowanych. Były rozstrzeliwane na ulicach, wrzucane w workach do kanałów, poddawane eutanazji. Miało to związek z wydanym przez National Air Raid Precautions Animals Committee rozporządzeniem, by opiekunowie zwierząt, o ile mają taką możliwość, wysyłali swoje zwierzęta na wieś, a jeśli nie mają takiej możliwości najlepszym rozwiązaniem miało być uśpienie zwierzęcia. Powodem miało być racjonowanie żywności, której miało już nie starczyć dla zwierząt.

Od wieków zwierzęta były wykorzystywane w działaniach militarnych jako żołnierze – konie i muły uczestniczyły w walkach, transportowały broń, aprowizacje, przewoziły sprzęt i ludzi. Podobnie jak słonie czy wielbłądy. Psy poszukiwały rannych, podczas II wojny światowej spełniały funkcję przynęty dla wroga, a także były szkolone przez Armię Czerwoną na żywe miny, które miały wysadzać w powietrze niemieckie czołgi. Nauczone podczas treningu, że pod czołgiem jest jedzenie, psy wczołgiwały się pod niemiecki czołg, uruchamiały zapalnik i wysadzały czołg i siebie. Psy były wykorzystywane do wykrywania min – np. armia Stanów Zjednoczonych podczas wojny w Wietnamie wykorzystywała 5 tys. psów do wykrywania pułapek partyzantów Wietkongu. Z 5 tys. służących w armii psów do domu wróciło 150.

Do prowadzenia wojen wykorzystywano również ptaki. Gołębie wykorzystano do działań militarnych jako posłańców w 1870 roku podczas oblężenia Paryża przez wojska pruskie. Odcięci od reszty Francji obrońcy Paryża wykorzystali do komunikacji gołębie, które do końca wojny przeniosły ponad milion wiadomości. Podczas I wojny światowej gołębie przenosiły wiadomości pocztowe między poszczególnymi oddziałami, mając 98% skuteczność, w przeciwieństwie do telegrafu. 20 tys. gołębi straciło życie. W 1914 roku wycofujący się Belgowie spalili 2 500 gołębi pocztowych, by nie wpadły one w ręce wroga. Przeraża historia Cher Ami, gołębia służącego w amerykańskiej 77 dywizji w lasach aragońskich podczas I wojny światowej. Okrążony przez siły niemieckie amerykański batalion usiłował wysyłać wiadomości z prośbą o wsparcie, jednak wszystkie wysłane ptaki zostały zestrzelone przez niemieckich snajperów tuż po wypuszczeniu przez aliantów. Dopiero Cher Amiemu udało się doręczyć wiadomość i to mimo odniesionych kilku ran – ptak stracił oko, był ranny w kilku miejscach w pierś, łapka trzymała się na kilku zaledwie ścięgnach. Ptak został uhonorowany francuskim odznaczeniem Croix de Guerre i wysłany z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Po roku zmarł z powodu odniesionych ran, były zbyt poważne, by mógł dalej funkcjonować. Został „doceniony” po śmierci – można go oglądać wypchanego w Smithsonian Institution w Waszyngtonie.

Podczas II wojny światowej w armii amerykańskiej został powołany korpus ptasi, w którym służyło 54 tys. gołębi i 3 tys. ludzi. Informację o pomyślnym wyniku operacji D-Day – lądowania wojsk alianckich w Normandii w 1944 roku – do Wielkiej Brytanii doręczył gołąb Gustaw.

Amerykanie używali gołębi podczas wojny w Iraku w 2003 roku – towarzyszyły one wojskom amerykańskim i miały ostrzegać przed atakiem chemicznym. Podobnie jak podczas I wojny światowej kanarki były wykorzystywane do wykrywania rozpylanych przez wroga trujących gazów: śmierć ptaków była znakiem, że w powietrzu jest trucizna.

Począwszy od XIX wieku wojska testowały nowe osiągnięcia techniki na zwierzętach. Gaz musztardowy wykorzystywany podczas I wojny światowej został przetestowany wcześniej na królikach. Myliłby się ten, kto myśli, że testowanie broni bakteriologicznej czy chemicznej na zwierzętach to przeszłość. Stany Zjednoczone do tej pory wykorzystują zwierzęta w ten sposób, podobnie inne kraje. Każdego roku tysiące zwierząt są infekowane śmiertelnymi patogenami takimi jak – febra, ebola czy gorączka krwotoczna krymsko-kongijska. Jak kończą zwierzęce ofiary ludzkich eksperymentów? Z wewnętrznym krwotokiem, paraliżem, krwawieniem z oczu, psychozami, by na koniec umrzeć.

Również obecnie armie korzystają ze zwierząt – w armii USA wykorzystywane są delfiny i lwy morskie, które mają nie tylko wykrywać miny, ale również znajdować nurków wroga i krępować im nogi.

Na świecie znajdują się dwie bazy wojskowe z tresowanymi delfinami – San Diego w USA i Sewastopol (Bałakława), na Krymie, dawniej należąca do Ukrainy, obecnie zaanektowana przez Rosję. Delfiny były w niej tresowane od połowy lat 60. XX wieku: miały lokalizować płetwonurków przeciwnika, unieszkodliwiać ich m.in. za pomocą specjalnego noża przytwierdzonego do ciała, a nawet być używane jako kamikadze do wysadzania okrętów przeciwnika. Po upadku ZSRR i powstaniu niepodległej Ukrainy zwierzęta trafiły jako turystyczna atrakcja do otwartych dla zwiedzających delfinariów. Ale nie tylko: koleje losu niektórych delfinów z bazy w Bałakławie były jeszcze tragiczniejsze – część z nich w 2000 roku trafiło do Iranu, gdzie miały być dalej wykorzystywane jako podwodni żołnierze. W 2012 roku Ukraina reaktywowała program militarny z udziałem delfinów. Nie potrwał on jednak długo – w lutym 2014 roku minister obrony zapowiedział zamknięcie programu i wypuszczenie delfinów na wolność albo przekazanie ich do cywilnych delfinariów. Nie doszło jednak do tego. Po aneksji Krymu przez Rosję również i baza w Bałakławie wraz z delfinami została przejęta przez wojska rosyjskie. Rosja na pewno będzie chciała ją utrzymać i kontynuować program militarnego wykorzystywania zwierząt.

Zwierzęta, m.in. świnie są wykorzystywane w armiach jako „worki treningowe” – żołnierze na nich uczą się zabijać. Według danych amerykańskiego Departamentu Obrony z 2007 roku 488 237 tys. zwierząt było używanych do badań, edukacji i różnego rodzaju ćwiczeń. Liczba ta wzrasta – w 2006 roku amerykańskie wojsko używało do wymienionych wcześniej działań 364 629 tys. zwierząt. Amerykańskie wojsko wykorzystuje m.in. psy, koty, gęsi, świnie, myszy, ryby, owce, ptaki, króliki, szczury i naczelne – pali się je, strzela się do nich, topi się je, skalpuje, truje, gazuje, wysadza w powietrze. Niewyobrażalna ilość typów śmierci staje się ich udziałem.

Mark Hawthorne w swojej monograficznej publikacji „Bleating Hearts. The Hidden World of Animal Suffering” podaje, że wojsko Stanów Zjednoczonych, ale także sześciu innych krajów będących w NATO – Kanady, Danii, Norwegii, Wielkiej Brytanii, a także uwaga – Polski, prowadzi treningi dla personelu medycznego w zakresie umiejętności przydatnych do podtrzymywania życia żołnierzy. Wykorzystuje się do tego gęsi i świnie jako substytuty ludzi. Nie są to niewinne treningi: udowodniło to śledztwo amerykańskiej organizacji PETA z 2012 roku. Zwierzęta są na żywca krojone, otwierane są im brzuchy, wyciągane organy wewnętrzne, odcinane kończyny, strzela się do nich, a następnie podtrzymuje przy życiu – by nauczyć medyków jak najdłuższego utrzymywania przy życiu żołnierzy na linii frontu. Trwa to kilkanaście godzin, podczas których zwierzęta odczuwają niewyobrażalny ból. Amerykanie obiecują, że w 2018 roku przerażające szkolenia na zwierzętach zostaną zastąpione innymi metodami. Inne kraje dotychczas nie wypowiedziały się w tym zakresie.

Zwierzęta były również wykorzystywane przy testowaniu broni – przez Amerykanów podczas testów nad bombą atomową w latach 40. – oraz poddawane eksperymentom. Na przykład w 1946 roku amerykańskie wojsko zdetonowało ładunek nuklearny na atolu Bikini na Południowym Pacyfiku. Aby sprawdzić efekty wybuchu, na wojskowych okrętach rozmieszczonych w pobliżu planowanego miejsca detonacji umieszczono 3 030 szczurów, 176 gęsi, 147 świń, 109 myszy, 57 świnek morskich. Mało tego – niektóre ze świń zostały przebrane w mundury marynarki wojennej, by sprawdzić, jak materiał będzie reagował w takiej sytuacji. Wybór padł na świnie z konkretnego powodu – podobieństwa ich skóry do ludzkiej. Pozostałe zwierzęta zostały wcześniej ogolone tak by nic nie ochroniło je od promieniowania. Zwierzęta, które przetrwały wybuch umarły od ran albo zostały zabite podczas dalszych badań prowadzonych przez wojsko.

Podobnie w Wielkiej Brytanii – w Porton Down, tajnym ośrodku wojskowym od 1916 roku przeprowadzono eksperymenty na 16 milionach zwierząt. Rząd przyznał, że między 2006 a 2009 rokiem wysadzono w powietrze 119 żywych świń w ośrodku badawczym w Porton Down.

Rosjanie podczas zimnej wojny, na terenie Uzbekistanu na wyspie Wozrożdienija na Morzu Aralskim stworzyli poligon doświadczalny dla testów z bronią bakteriologiczną – przed rozpoczęciem badań wymordowano wszystkie żyjące na wyspie ptaki i owady, by nie roznosiły zarazków poza wyspę. Broń biologiczną testowano na tysiącach koni, małp, królików i osłów.

ZWIERZĘTA UŻYTKOWANE W ROZRYWCE

Zwierzęta używane są, by zapewniać ludziom rozrywkę – są przetrzymywane i zmuszane do występów przed ludźmi w ogrodach zoologicznych, delfinariach, cyrkach. W sporcie wykorzystywane są setki milionów zwierząt – używa się je w sportach typu rodeo, wyścigach koni czy korridach.

KORRIDY

Corocznie ginie około 250 tys. byków użytkowanych na całym świecie podczas korridy. Co ciekawe, korrida cieszy się coraz mniejszą popularnością – według danych Instytutu Gallupa z 2006 roku 72% Hiszpanów nie wykazuje zainteresowania walkami byków. Coraz więcej krajów zakazuje tego barbarzyńskiego zwyczaju – Argentyna, Kanada, Kuba, Dania, Niemcy, Włochy, Nowa Zelandia. Również w Hiszpanii począwszy od 2011 roku, gdy lokalny rząd kataloński wprowadził na swoim terenie zakaz organizowania korridy, coraz więcej miast i miasteczek idzie w jego ślady. I tak np. w Barcelonie tzw. Plaza de toros została zamieniona na supermarket.

OGRODY ZOOLOGICZNE I CYRKI

Ogrody zoologiczne, delfinaria i cyrki są akceptowane społecznie jako mające walory edukacyjne. Ich przekaz jest wątpliwy – pokazuje bowiem, że można przetrzymywać zwierzęta wbrew ich woli, zamykać na mikroskopijnej przestrzeni, tresować do wykonywania nienaturalnych dla ich gatunku czynności, tylko z powodu ludzkiego pędu do rozrywki. Przekaz, jaki niesie ze sobą cyrk, pokazuje, że dla ludzkiej uciechy można zrobić wszystko z inną istotą.

Dzikie zwierzęta powinny przebywać w swoim naturalnym środowisku, nie w cyrku, ogrodzie zoologicznym czy delfinarium. Miejsca te są więzieniami dla zwierząt, a poddawanie zwierząt odosobnieniu od innych przedstawicieli ich gatunku jest zbrodnią. Zwierzęta są umieszczane w ciasnych klatkach, na zbyt małej dla siebie przestrzeni, uniemożliwia się im realizację właściwych ich naturze potrzeb. Zwierzę dzikie w kontakcie z człowiekiem przeżywa ogromny stres. Obrońcy cyrków przedstawiają tresurę zwierząt jako coś nieszkodliwego. Jest to nieprawda, bowiem by wytresować dzikie zwierzę do pokazywania sztuczek, trzeba złamać jego naturalną dzikość. Do tego celu używa się elektrycznego poganiacza, pięści, łańcuchów, batów, metalowych prętów. Zwierzę jest bite do momentu, aż zrozumie, czego od niego oczekuje człowiek. Nie dzieje się to podczas przedstawień, gdy cyrk jest pełny, dzieje się to za opuszczoną kurtyną, gdy nie ma już widzów. Potwierdzają to wyniki przeprowadzonych przez Uniwersytet w Wageningen w 2008 roku na zlecenie holenderskiego ministerstwa rolnictwa badań dobrostanu zwierząt wykorzystywanych w cyrkach. Z opracowanego raportu wynika, że 71% zwierząt miało problemy zdrowotne. 66% tygrysów, słoni i lwów było niedożywionych. 33% lwów i tygrysów nie miało dostępu do wybiegu zewnętrznego i cały czas spędzało w klatce, lwy spędzały 98% swojego czasu zamknięte w klatce. Zwierzęta cierpiały na zachowania stereotypowe, które są związane z narastającymi zaburzeniami psychicznymi. W efekcie tych badań w Holandii wprowadzono zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Podobny zakaz funkcjonuje w sporej liczbie krajów, np. Brazylii, Słowenii, Szwecji, Finlandii, Kolumbii, Belgii czy Grecji. W Hiszpanii 202 miasta i miasteczka są wolne od cyrków ze zwierzętami. Dzięki aktywności Koalicji Cyrk bez Zwierząt również i kolejne miasta w Polsce deklarują, że nie będą udostępniać gruntów miejskich cyrkom ze zwierzętami.

DELFINARIA

Delfiny, które znajdują się w delfinariach (bardzo popularnych w Stanach Zjednoczonych czy na Ukrainie) zostały uprowadzone ze swojego naturalnego środowiska przemocą. Albo one same, albo ich przodkowie zostali odłowieni za pomocą sieci i kapsuł przyczepianych do łodzi. Poluje się na osobniki młode, duże. Te, które nie spełniają tych kryteriów, po odłowieniu, są wyrzucane z powrotem do morza. Często będąc ranne, umierają w nim. Część zwierząt nie przeżywa nawet samego aktu odłowienia, umierając na atak serca z przerażenia.

FILM, TELEWIZJA, SZTUKA

Zwierzęta cierpią również na potrzeby sztuki – są wykorzystywane w filmie, telewizji, w galeriach i muzeach.

Podczas kręcenia wielu filmów zwierzętom działa się krzywda, ginęły na planie filmowym. Wystarczy przypomnieć ostatnio realizowany film Petera Jacksona – „Hobbit”, podczas którego realizacji zginęło 27 zwierząt – 6 koni, 5 kucyków, 3 kozy, 12 kurczaków, 1 owca, kilkadziesiąt zwierząt zostało rannych.

Judith Elek, węgierska reżyserka na potrzeby swojego filmu „Flisacy” kazała posmarować łatwopalną substancją 14 owiec, po czym filmowała palące się żywcem zwierzęta. W innym węgierskim filmie „Álszent” został utopiony kot. Z kolei w filmie Ruggero Deodato „Cannibal Holocaust” aktor zabija małpę, a ponieważ scena nie usatysfakcjonowała reżysera, musiała zostać powtórzona – zginęły wtedy kolejne zwierzęta. Reżyser został ukarany, a film nie trafił do dystrybucji. Nie został ukarany natomiast polski reżyser Andrzej Wajda, który kręcąc film „Popioły” poświęcił życie konia, którego zepchnięto w przepaść – na filmie można obejrzeć, jak spadając łamie nogi i uderza głową o skały. W Stanach Zjednoczonych od lat działa organizacja zajmująca się prawami zwierząt wykorzystywanych w filmie – Amerykańskie Stowarzyszenie Humanitarne. Nagłaśnia ono przypadki znęcania się nad zwierzętami, certyfikuje filmy bez przemocy.

Zwierzęta są wykorzystywane również jako eksponaty muzealne. Wystarczy przypomnieć z lat 90. pracę dyplomową Katarzyny Kozyry „Piramida zwierząt”, do której artystka wykorzystała zwierzęta (kota, psa, konia i koguta). Artystka osobiście wybierała zwierzęta, które potem wykorzystała w swojej pracy. Piramidzie towarzyszył film z rzeźni, rejestrujący zabijanie konia wykorzystanego w instalacji przez Kozyrę. Nie tak dawno podczas spektaklu teatralnego „Wypadki: Zabić, by zjeść” prezentowanego we Wrocławiu podczas „Teatralnych Oskarów”, hiszpański performer Rodrigo Garcia wbił szpikulec w żywego homara. Innym wstrząsającym przykładem traktowania zwierząt jak przedmioty była wystawa kostarykańskiego artysty Guillermo Vargasa w 2008 roku na biennale w Hondurasie. Artysta zapłacił dzieciom, by złapały na ulicy bezdomnego psa, którego następnie przywiązał do liny w jednej z sal wystawowych jako część ekspozycji. Informacje dotyczące dalszego losu zwierzęcia są rozbieżne – część źródeł podaje, że pies umarł drugiego dnia ekspozycji, inne z kolei mówią o jego ucieczce. Sam Guillermo Vargas został usunięty z biennale i oskarżony o okrucieństwo wobec zwierząt. Nie są to niestety jedyne przykłady wykorzystywania zwierząt na potrzeby sztuki. W 2000 roku Marco Evaristti zainstalował w Trapholt Art Museum w Danii 10 blenderów wypełnionych wodą i żywymi złotymi rybkami. Osoby odwiedzające ekspozycję w jego zamyśle miały decydować o życiu i śmierci rybek poprzez naciśnięcie lub zaniechanie nieciśnięcia przycisku blendera. Z 10 przycisków dwa zostały naciśnięte, ale duński sąd nie dopatrzył się niczego niehumanitarnego w tej ekspozycji. Natomiast w 2011 roku w Chinach w Pekinie, belgijski artysta Wim Delvoye namalował na świniach atramentem logo Louis Vuittona, a następnie je wytatuował.

POLOWANIA

Inną, ostateczną formą rozrywki dla wąskiej, uprzywilejowanej grupy, najczęściej polityków, księży, prawników, lekarzy, weterynarzy czy wyższych stopniem przedstawicieli służb mundurowych są polowania. W kadencji 2001–2005, co szósty parlamentarzysta był myśliwym, również były prezydent RP, B. Komorowski był myśliwym. Myśliwymi są zarówno przedstawiciele partii prawicowych, jak i tych bardziej liberalnych. W umiłowaniu zabijania zwierząt wyznawane poglądy nie mają znaczenia. Obecnie według danych Polskiego Związku Łowieckiego jego członkami jest ponad 116 tys. osób.

Myśliwi przedstawiają się jako obrońcy przyrody, którzy w humanitarny sposób zajmują się redukcją nadpopulacji zwierząt dzikich, eliminując chore zwierzęta, czy dokarmiają zwierzęta zimą, umożliwiając im przetrwanie. W rzeczywistości myśliwi do „odstrzału” nie wybierają jednak zwierząt chorych, rannych czy słabych, a zwierzęta w sile wieku, które dobrze się będą prezentować na ścianie jako trofea. Jest to rozrywka dla osób bogatych – organizowane są podróże dla myśliwych do Afryki czy w inne jeszcze dzikie rejony globu. Za odpowiednią opłatą można wziąć udział w polowaniu na zamkniętej, stworzonej wyłącznie do tego celu, przestrzeni, na którą zwożone są dzikie zwierzęta, wykupywane np. z zoo. Za zabicie nosorożca trzeba zapłacić zaledwie 20 tys. dolarów.

W Stanach Zjednoczonych podczas polowań zabijanych jest rocznie 200 milionów zwierząt. W Niemczech 320 000 myśliwych zabija rocznie 5 milionów dzikich zwierząt. W Polsce zgodnie z oficjalnymi danymi, oczywiście niepełnymi, Polskiego Związku Łowieckiego, w sezonie 2011/2012 zostało zastrzelonych 668 036 tys. zwierząt.

HODOWLA GOŁĘBI I WYKORZYSTYWANIE ICH DO LOTÓW

Czymś pośrednim pomiędzy polowaniami a wykorzystywaniem dla celów rozrywkowych jest hodowla gołębi i wykorzystywanie ich do zawodów, tzw. lotów. Hodowcy gołębi trzymają je po to, by uczestniczyły w męczących, wyniszczających lotach. Ptaki wywozi się częstokroć kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania i wypuszcza – oczekując, że w określonym czasie wrócą do gołębnika. Gołębie są faszerowane sterydami i lekami. Aby mieć pewność, że ptak powróci z lotu, na około 3 tygodnie przed wypuszczeniem gołębia (samca) odseparowuje się go od partnerki, a w dniu wypuszczenia na lot ponownie łączy, nie dopuszczając jednak do kopulacji. W ten sposób hodowcy motywują ptaki do powrotu do gołębnika. Loty te są wyniszczające, ptaki pokonują długie dystanse bez wody i pożywienia. Ptaki, którym się nie uda dotrzeć w założonym przez hodowców terminie – po powrocie są zabijane jako nieprzydatne – ukręca im się łebek. Ptaki te są często potem zjadane przez hodowców. Przy wypuszczaniu ptaków na loty hodowcy często poświęcają najsłabszego ptaka w stadzie – farbują go tak, by stał się widoczny dla ptaków drapieżnych i odciągał ich uwagę od reszty stada i bardziej – zdaniem hodowców – wartościowych osobników.

Amerykańska organizacja PETA przeprowadziła dochodzenie na Tajwanie, gdzie tamtejsi hodowcy gołębi wypływają z ptakami na morze, na odległość ok. 200 km od linii brzegowej i wypuszczają ptaki. Według danych PETA zaledwie 1% ptaków, z ok. 30 tys. wypuszczonych, przeżywa i wraca do gołębnika.

Jest to kolejna zupełnie pozbawiona sensu, prostacka forma wykorzystywania zwierząt.

Czarna Owca Pana Kota // ratujemy, edukujemy, inspirujemy